LDN a koronavirus

Subskrybuję wiadomości ze strony LDNscience. Wczoraj otrzymałam bardzo ciekawe informacje dotyczące LDN i koronawirusa, więc czym prędzej dzielę się tą wiedzą.

Spróbuję wrzucić link do całości w oryginale, ale poniżej wkleję też fragment automatycznego tłumaczenia.

https://mailchi.mp/ldnscience/ldn-coronavirus?e=b294b210a4

 

„Czy LDN ma działanie przeciwwirusowe?

Tak! Aktywność przeciwwirusowa LDN jest pośrednia, ale wyraźna. LDN stymuluje produkcję OGF w organizmie – endorfiny (lub hormonu dobrego samopoczucia) wytwarzanego naturalnie przez organizm, ale niedoboru u pacjentów z chorobami autoimmunologicznymi, nowotworami i osłabionym układem odpornościowym. Co ważne, OGF jest kluczowym stymulatorem produkcji i normalizacji poziomów naturalnych przeciwwirusowych wojowników organizmu, zwanych cząsteczkami „interferonu”.

Działanie przeciwwirusowe i normalizujące układ odpornościowy LDN zostało wykazane 35 lat temu w badaniu z 1985 r. Przeprowadzonym przez dr Bernarda Bihari u pacjentów z HIV / AIDS w Nowym Jorku. Wyniki te zostały potwierdzone w dwóch badaniach przeprowadzonych w Mali, które zostały opublikowane w 2011 r. LDN jest również szeroko stosowany przez pacjentów z chorobami wywołanymi przez wirusy, takimi jak wirus Epsteina-Barra i wirus cytomegalii, z których niektórzy zgłaszają znaczące korzyści.

 

Subskrypcja ze strony:  https://www.ldnscience.org/

Strach ma wielkie oczy – już po badaniu

Długo zastanawiałam się czy pojechać z Marcinem na enterografię jelit. Po rozmowach z kilkoma osobami podjęłam decyzję, że im prędzej, tym lepiej. Już jesteśmy po…

Dla wszystkich wahających się informacja – w tej chwili jest chyba bezpieczniej, niż w zwykłym czasie. Od wejścia do ośrodka (Zabrze) czuć zapach środków czystości, korytarze puste, pojemniki z preparatami dezynfekującymi wiszą na ścianach. Badania umawiane są tak, żeby pacjenci nie mieli ze sobą styczności.

Uffff… dobrze, że już mamy to za sobą. Teraz jeszcze stres w oczekiwaniu na wynik.

Koronawirusowy dylemat

No to się porobiło… Koronawirus to teraz temat nr 1. Najgorsze jest to, że w związku z pandemią nie wiem co robić… Może zacznę jednak od początku  😉

Po ostatnim pobycie w szpitalu, poszłam z Marcinem do gastroenterologa, żeby zerknął swoim fachowym okiem na wypis i wynik gastroskopii. Otrzymaliśmy skierowanie na mnóstwo badań z krwi i moczu (te już wykonane) oraz na enterografię MR.  Termin tego ostatniego umówiony na najbliższą środę i… no właśnie – mam dylemat. Jechać czy nie jechać? W żołądku wg histopatologa są: „Przełyk Barretta. Nacieki zapalne o bardzo dużym nasileniu.”

Może lepiej jechać, zrobić to badanie i dowiedzieć się co się dzieje w jelitach? Jak pojadę, wiadomo – jest ryzyko. Z drugiej strony jak nie pojadę teraz, a coś się „podzieje”, trzeba będzie jechać w późniejszym terminie. Lepiej więc teraz czy za jakiś czas? Skłaniam się ku teraz  :O , bo wirus szybko nie odpuści i raczej ryzyko będzie coraz większe (przynajmniej kilka tygodni). Szkoda, że tej decyzji nie może podjąć ktoś za mnie 😉

Weekend w szpitalu

W nocy z soboty na niedzielę sytuacja stała się na tyle poważna (bardzo ciemne,niemal czarne wymioty), że postanowiłam pojechać z Marcinem do szpitala. Przyjął nas lekarz nocnej i świątecznej opieki medycznej, potem badał młodego chirurg ( w naszym powiatowym szpitalu nie ma oddziału gastroenterologicznego) i wystawił skierowanie na oddział.

Jeszcze zanim pojechaliśmy na górę, Marcinowi pobrano krew i założono sondę żołądkową. Byłam pełna podziwu i dla syna (pozwolił sobie tą sondę założyć, choć nieźle marudził), i dla pielęgniarek, które były cierpliwe i bardzo pozytywnie nastawione.

Przez sondę w nocy spływała jeszcze ciemnobrunatna treść, ale rano było już „normalnie”, więc można było usunąć tą „trąbę”, ku wielkiej radości Marcina.

Całą niedzielę młody nie jadł, tylko pił lekką herbatkę roibos z glukozą, a do żył płynęły elektrolity. Wymioty ustały, a w poniedziałek wykonano gastroskopię w znieczuleniu ogólnym. Wynik badania histopatologicznego wycinków będzie za dwa tygodnie. W żołądku są zmiany – nie wiem czy mają związek z Crohnem, czy z nadkwaśnością. W czwartek jedziemy z wypisem do gastroenterologa i mam nadzieję, że uda nam się „wepchnąć” na ustawę „za życiem”, bo normalnie terminy są odległe ( na listopad).

Póki co podaję Marcinowi 2 razy dziennie IPP. Co będzie dalej? Zobaczymy. Najważniejsze, że jest już troszkę lepiej.

Znowu się zaczyna…

Brak apetytu, ucisk nad pępkiem, mdłości, wymioty… Taki scenariusz wraca co kilka miesięcy. Nie ma mowy o błędzie dietetycznym, bo wszystko co Marcin je, przygotowuję sama w domu. Waga spada zawsze w zastraszającym tempie, a wraca  do poziomu wcześniejszego baaardzo długo.

Wielokrotnie w czasie takich „sensacji” byliśmy w szpitalu. Wykonywane badania nigdy niczego konkretnego nie wykazały. 😦

Ktoś też tak ma?

 

Jak zdobyć LDN (naltrexon)

O tym, jak trudno znaleźć lekarza, który stosuje LDN lub jak ciężko zdobyć receptę na naltrexon wie każdy, kto tego próbował. Być może otwarła się nowa „furtka”.

Właśnie przed chwilą natknęłam się na artykuł o wirtualnych przychodniach, wystawiających e-recepty. Są to oczywiście przychodnie prywatne, więc za konsultację i wystawienie recepty należy zapłacić.

Komu zwykle lekarze przepisują Adepend (handlowa nazwa najdroższej w Polsce „wersji” naltrexonu) ? Alkoholikom lub czasem innym uzależnionym.

Może tędy droga? Przyznam, że nie próbowałam, ale…

Na stronie głównej, na samym dole jest formularz kontaktowy – warto pytać.

Jedną z takich wirtualnych przychodni udało mi się namierzyć – zdalna przychodnia . pl (pisane cięgiem, bez przerw).

Jeżeli komuś uda się przejść tą ścieżkę, bardzo proszę o informację na blogu (najlepiej pod tym wpisem.

 

Kto leczy LDN-em?

Często spotykam się z pytaniem: do jakiego lekarza się udać, żeby dostać receptę na LDN?

Niestety w naszym kraju jest z tym ciężko. Wielu lekarzy zna temat i nawet jeśli ten czy inny ma przekonanie, że LDN mógłby pomóc, recepty nie wystawia, bo tego specyfiku nie ma w kanonie leczenia medycyny akademickiej.

Kto więc, albo inaczej – jaki specjalista wystawia receptę na LDN?  Prawie żaden, ale na Naltrexon receptę może wypisać psychiatra, który leczy osoby uzależnione (np. alkoholików).

Raz lepiej, raz gorzej…

Raz lepiej, raz gorzej… i tak wkoło Macieju.

Tuż przed pierwszym listopada Marcinowi znacząco spadł apetyt, a potem było coraz gorzej. Na urodziny (4.11) piekę mu zawsze bezglutenowy tort i choć nie przepada za tego typu ciastami, urodzinowy kawałek zawsze zjada. Nie tym razem. W kolejnych dniach pojawiły się mdłości i wymioty, które znowu doprowadziły do spadku wagi o dwa kilogramy. Ktoś pomyśli – co tam dwa kilogramy? U Marcina to sporo, bo ma niedowagę, a ponownie przytycie tych dwóch kilogramów to z pół roku kombinowania jakby tu zwiększyć kaloryczność, nie zwiększając ilości jedzenia (bo Marcin nie lubi jeść) 😦  Liczne nietolerancje pokarmowe też nie pomagają – mam dość ograniczony zestaw produktów do wyboru.

I znów się zastanawiam nad przyczyną – Crohn, infekcja, a może stres związany ze świętem zmarłych (w tym roku odszedł dziadek Marcina)? Nie wiem i pewnie nigdy tak naprawdę nie będę wiedziała skąd powtarzające się kilka razy w roku wymioty. Najważniejsze, że udaje się je opanować bez konieczności wizyty w szpitalu, jak kiedyś.

Wiosna jest super? Nie dla wszystkich.

W moim domu wiosna to nie jest dobry czas, bo kojarzy się z sensacjami u Marcina. Brak apetytu, bóle, nudności i wymioty to nieodłączny „element” tej skądinąd pięknej pory roku. Nie inaczej jest i tym razem. Zaczęło się od poniedziałku – z dnia na dzień coraz mniejsze porcje, a od środy poszło na całego…  😦

Jak długo to potrwa? Trudno powiedzieć. Oby jak najkrócej, bo Marcin chudnie w zastraszającym tempie.