Druga operacja – znów ze wskazań życiowych

11-02-2012

Przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale wczoraj zwyczajnie nie miałam sił na nic.
Lekarz operujący zaraz po powiedział, że wyciął okolicę krętniczo-kątniczą i jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie stamtąd były krwawienia, bo były tam zgrubienia i jeszcze coś, ale szczerze mówiąc niezbyt dokładnie pamiętam tą rozmowę. Ta operacja też była ze wskazań życiowych, więc jest jak jest. :smutny: Po operacji Marcin był bardzo blady, a w morfologii wyszło tylko 5,8 hgb. Potem dostał 4 worki krwi i 2 osocza, więc dziś już jest ponad 12 hgb. Operację przeprowadzał bardzo doświadczony i ceniony chirurg, ale ja mimo wszystko mam mieszane uczucia, bo przed cięciem jednak nie udało się dokładnie zlokalizować miejsca krwawienia. Pozostaje jedynie nadzieja…
Dziś młody dostanie znowu ŻP, bo znowu jest bardzo chudziutki. A miało być tak pięknie…

[ Dodano: 11-02-2012 ]

Jak już wcześniej pisałam, wycięli kawałek cienkiego i kawałek grubego – jeszcze nie wiem jak duży. Na jakiej podstawie? Na podstawie tego, że były tam pogrubienia i chyba coś jeszcze, ale nie pamiętam – no i niestety w grę wchodziła statystyka, bo zwykle w takiej lokalizacji najbardziej panoszy się Crohn. W gastro było ok, a w kolo zwykle wychodziły zmiany w okolicy krętniczo-kątniczej. Gdyby nie to wczorajsze krwawienie, pewnie zdecydowałabym się na kapsułkę, żeby spenetrować jelito cienkie, ale jest jak jest :smutny:

12-02-2012

Marcin jest po pierwszym spacerze :roll: Bolało bardzo, ale dał radę. A od południa siedzi i ogląda Ranczo – dobry znak, bo ostatnio chyba dopiero w czwartej, albo piątej dobie kazał sobie włączyć.

 

Jakieś 15 minut temu były pierwsze pierdy :roll: Mój optymizm jest jednak baaaardzo umiarkowany, zważywszy na to, co działo się po pierwszej operacji. Tym razem jest jednak trochę inaczej – nie ma np. krwi przy drenie, Marcin już dziś, to znaczy w drugiej dobie po operacji prawie cały dzień przesiedział w łóżku i mimo wszystko jest silniejszy niż za pierwszym razem, bo z pół godziny przed jazdą na blok miał odłączone ŻP. Odżywiony lepiej się regeneruje. Oby nie było już żadnych niespodzianek :oops:

13-02-2012

Przed jutrzejszym dniem odczuwam pewien niepokój. Poprzednim razem (raptem miesiąc temu) sporo się we wtorek działo. Mam tylko nadzieję, że skoro teraz jest wszystko inaczej niż po pierwszej operacji, jutro będzie kontynuacja tego trendu.

14-02-2012

Dzisiaj Marcin 3 razy przykładnie zjadł kleik, kilka razy chodził i pierdzi tak, że chyba jutro wstanę żółta :wink: Na pytanie czy chce kupę odpowiada, że nie ma po czym. :razz:
Mam nadzieję, że ta pierwsza kupa będzie ok 8-O

15-02-2012

W nocy Marcin był bardzo niespokojny i powiedział, ze trochę boli przy drenie. :smutny: Czekam na wizytę, powinna niedługo być.

[ Dodano: 15-02-2012 ]
Na wizycie wstępnie powiedzieli, że jak będzie ok, to w piątek do domu.

Chwilę po wizycie była pierwsza kupa – spora, papkowata, okrutnie śmierdząca, kolor – bardzo ciemny brąz, albo prawie czarny. Mam nadzieję, że to normalne 8-O

[ Dodano: 15-02-2012 ]
BOŻE RATUJ BO LEKARZE NIE POTRAFIĄ!!!

Znów spory krwisty stolec ze skrzepami. Właściwie to nie był stolec, bo kupy w tym nie było. Módlcie się, bo jest źle i nie wiem jak to się skończy. Na razie dostał leki p/krwotoczne i zobaczymy co dalej. Szczerze mówiąc już nie mam siły ani czekać, ani patrzeć. Strasznie się boję, że go stracę. Tym razem myśli mam naprawdę czarne.

15-02-2012

Ciągle o to samo. Skopiuję:

Cytat:
BOŻE RATUJ BO LEKARZE NIE POTRAFIĄ!!!

Znów spory krwisty stolec ze skrzepami. Właściwie to nie był stolec, bo kupy w tym nie było. Módlcie się, bo jest źle i nie wiem jak to się skończy. Na razie dostał leki p/krwotoczne i zobaczymy co dalej. Szczerze mówiąc już nie mam siły ani czekać, ani patrzeć. Strasznie się boję, że go stracę. Tym razem myśli mam naprawdę czarne

Boże, czyżby w XXI roku człowiek musiał się wykończyć, bo nie można zlokalizować miejsca krwawienia? To jakich koszmar senny :help: :placze:

Ja nie chcę jeszcze chować mojego dziecka!!! Jeszcze nic nie przeżyło :help:

15-02-2012

Już trzy lata żyję w ciągłym strachu o życie syna. Nie wiem ile jeszcze zniosę, a na poprawę brak widoków Jak sobie radzić z taki wielkim strachem, z tak ogromnym stresem i napięciem? :placze:

Najgorsze jest to, ze tracę nadzieję.

[ Dodano: 16-02-2012 ]
Właśnie była wizyta. Ordynator chirurgii twierdzi, że nie ma spadków morfologii, więc to tylko oczyszczają się jelita. Jakoś trudno mi w to uwierzyć. Wyników morfologii nie widziałam.

16-02-2012

Dziękuję jak zwykle wszystkim za wsparcie – już wiecie ile ono dla mnie znaczy.

Po południu Marcin oddał niewielki stolec koloru czarno-zielonego. Jak zwykle wszystko analizuje, zastanawiam się i tak:
1. to faktycznie może być efekt czyszczenia się jelit z tego, co było przed i w trakcie
operacji;
2. być może było wczoraj krwawienie i zatrzymał je lek p/krwotoczny exacyl

Wolałabym pierwszą opcję, ale sama nie wiem jak jest. Fakt jest faktem, że spać spokojnie nie umiem i jeszcze dużo wody upłynie zanim do tego dojdzie, ale usuwam z tematu słowo”ratunku”, żeby nie straszyć forumowiczów. Dodałam to wczoraj w odruchu bezsilności. Wciąż nie funkcjonuję normalnie, ale jest ociupinkę lepiej, zbieram siły, bo muszę być jak robokop, jak tu ktoś wcześniej napisał.

Coś mi się wydaje, że jutro albo pojutrze wyślą nas do domu, skoro lekarze twierdzą, że wszystko jest w porządku. Jakoś mnie to nie cieszy, a raczej powoduje lęk i obawy :oops:

17-02-2012

Witajcie, dziś wraca mi nadzieja. Nie, żebym wpadała w jakąś euforię (to już było, a potem klops), ale jestem trochę spokojniejsza, bo są ku temu powody.
W nocy Marcin oddał płynny stolec koloru brązowego. Wiem, że jedna jaskółka… ale jest zmiana w dobrym kierunku.
Przed chwilą była wizyta – stałe jedzenie włączamy od jutra, dziś usunięcie drenu, a na poniedziałek wstępna decyzja o wyjściu. Uffffff… na szczęście nie chcą nas już jutro wyrzucić.

17-02-2012

No to koniec spokoju. Znów krwisty stolec. Od jakiejś godzinki Marcin inaczej wyglądał i… poszło. Nie wiem ile, bo poszłam z nim do wc – to był błąd. Po nocnej brązowej kupie to spory szok.

Mam wrażenie, że pielęgniarka która widziała wc bagatelizuje sprawę, bo twierdziła, że to tylko skrzepy, a ja wiem co widziałam. Tym bardziej, że już był czysty stolec.

A ordynator na to NIC – albo nie wie, bo mu nie powiedzieli, albo pewnie znowu powiedziałby mi, że to tylko jelito się czyści.

Chyba mnie tu biorą za histeryczkę, a ja wiem co widzę i jak było w poprzednich razach.

[ Dodano: 17-02-2012 ]
Ordynator jednak przed chwilką był – nadal twierdzi, ze to jeszcze może być związane z operacją. Na rano zlecona morfologia.

[ Dodano: 17-02-2012 ]
Albo mi już od tego wszystkiego palma odbija :smutny: Wolałabym, żeby to lekarze mieli rację.

[ Dodano: 17-02-2012 ]
Mam być spokojna – tak mówi chirurg. Ale jak ja mam to zrobić, skoro żyję na huśtawce już ponad trzy lata i jak tylko widzę krew w stolcu, to nogi się pode mną uginają?

17-02-2012

k. napisał/a:
izo.sim, nie wiem co napisać :cry: bardzo mi przykro, ale trzeba wierzyć, że będzie dobrze :wink:
trzymajcie się tam :*

Taaaa… pozytywne myślenie się kłania. Gdyby od pozytywnego myślenia zależało zdrowie, Marcin byłby zdrów jak ryba, bo on cały czas wierzy, że szybko będzie zdrowy i pójdziemy do domu – za każdym razem, po każdym incydencie.
A ja? Jak mam wierzyć, skoro jak tylko pojawia się iskierka, za moment dostaję obuchem w łeb :cry: W sumie gdzieś tam na dnie i tak tli się nadzieja – bez niej nie dałoby się tego przeżyć. Ale jest też i strach, czasem nawet porażający strach. Na co dzień nie mogę jednak pozwolić sobie na lamenty i szlochy, bo to by źle wpłynęło na Marcina. Po co mamy się bać oboje…

18-02-2012

Od wczoraj spokój – Marcin przespał całą noc. Na śniadanie zjadł pół bułeczki z masłem, a potem wypił ensure.
Lekarz na wizycie powiedział, że morfologia stoi w miejscu od kilku dni. Powinnam się cieszyć, ale… chyba boję się radości, żeby nie było jak poprzednie razy.

Marcin ogląda Ranczo, a ja wyszukuję mu różne informacje na temat filmu i związanych z nim postaci w necie. Trzeba jakoś pozytywnie zająć myśli. Kolejny sezon rozpoczyna się już 4 marca i młody che być wtedy w domku. Ja też.

18-02-2012

m. napisał/a:
Ale lubię takie wpisy jak ten, gdzie wyczuwam spokój, i oby już tak pozostało. :roll:

M. to tylko pozorny spokój. Tak naprawdę sama już nie wiem co czuję – boję się zapeszać. Po prostu usiłuję w tych lepszych dniach normalnie żyć – przynajmniej na tyle, na ile to możliwe w szpitalu i w takich, a nie innych okolicznościach. W tych nielicznych momentach względnego spokoju zbieram siły, bo braknąć ich nie może.

18-02-2012

rosalyn napisał/a:
Jak Izo minął dzień?

Dzień minął w miarę spokojnie. Był czarno-brązowy papkowaty stolec. Marcin miewa zmienne nastroje, ale wcale mu się nie dziwię. Wypił 4 ensure, zjadł w sumie 2xpół bułeczki – na kolację z szynką, a na obiad tylko zupkę, bo na drugie był niedogotowany ryż z kawałkami kukurydzy i groszku (o zgrozo!). Mało tego było, ale lepsze to niż nic, bo wory miał do czwartku wieczora. Oby noc też minęła spokojnie.

[ Dodano: 19-02-2012 ]
Właśnie jest niedzielny, szpitalny obiad. Może niezbyt smaczny, ale Marcin się cieszy, bo pierwszy raz od dawna je ziemniaki i pulpet (bleee, z gotowanego mięsa zrobiony).

Przed obiadem był stolec – papkowaty i brązowy. Wszystko niby w porządku, ale gdybyście widzieli ten strach w oczach Marcina, kiedy mi mówił, że chce kupę… To jest okropne :cry: Mnie też w takich momentach żołądek podchodzi do gardła, ale nie daję po sobie poznać.

Wciąż zadaję sobie pytanie – czy to już koniec sensacji? OBY!!! Marcin jest strasznie wychodzony i dobrze byłoby, gdyby przytył choć kilka kilogramów. Z posiłków jeszcze niewiele jest kalorii, ŻP nie ma od czwartku, ale wypija 3-4 ensure. Może dziś się uda mu wcisnąć 5, bo pierwsze dawałam jak jeszcze się całkiem nie wybudził.

[ Dodano: 20-02-2012 ]
Jesteśmy po wizycie. Wyrok – DO DOMU!

Marcin fruwa z radości, a mnie żołądek rozbolał z nerwów. Z jednej strony cieszę się, z drugiej czuję paniczny lęk. Lekarze twierdzą, ze to już koniec sensacji, a mnie jest trudno w to uwierzyć. Może przesadzam i panikuję.

W każdym razie zwykle przed krwawieniami Marcinowi na twarzy przy nosie i między brwiami wyskakiwała czerwona, łuszcząca się wysypka. Od soboty znowu jest, choć kilka dni jej już prawie nie było. Może to tylko zbieg okoliczności – chcę żeby tak było.

20-02-2012

Jesteśmy już kilka godzin w domku. Posprzątałam, zrobiłam pranie, ugotowałam obiad i… mam chwilkę dla siebie.
Marcin pięknie zjadł domowy rosół i lekkie drugie danie, a ja siedzę i wyję. Przez te ostatnie dwa tygodnie nazbierało się we mnie tyle emocji, że wreszcie muszę dać im upust. Wcześniej, na jednej sali z Marcinem nie mogłam sobie na to pozwolić, bo by widział i pewnie by się bał. Teraz jest w swoim pokoju, więc już mogę.

Dobrze jest wiedzieć, że ktoś o nas myśli. Dziękuję wszystkim.

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s